piątek, 2 marca 2012

Mikrokosmos - bliskie spotkania III stopnia - zmrocznik gładysz

Zmrocznik gładysz - po raz pierwszy spotkałem go w 1996 roku w nadmorskim Sztutowie w czasie letnich wakacji. Miałem 13 lat i byłem na drugim w moim życiu obozie wakacyjnym. Szedłem sobie po zmroku obok stołówki, gdzie rosły daglezje o igłach pachnących cytrynowo po roztarciu, a on siedział na środku chodnika pod latarnią i nic sobie ze mnie nie robił. Lampa świeciła na tyle mocno, że dało się zauważyć niezwykłe ubarwienie motyla. Myślałem, że odkryłem jakiś egzotyczny gatunek, który zawędrował do nas przez pomyłkę lub uciekł z hodowli bo przecież nasz ćmy powinny być szare i brzydkie a tu miałem pomarańczowo-różowy okaz, w dodatku jakiś większy niż spotykane dotąd motyle wpadające wieczorami do pokoju przez otwarte okna i tłukące się do lampy.


Gąsienice gładysza poznałem trochę później. Po powrocie z wakacji udało mi się odnaleźć w atlasie zdjęcie tej niezwykłej ćmy i zidentyfikować gatunek. Trafiłem na ilustracje i piękny opis gąsienicy. Ponoć gatunek nie jest rzadki a gąsienice występują na pospolitych roślinach. temat musiałem poruszyć w szkole z kolegą, który tak jak ja bacznie obserwował przyrodę wokół. Jakież było moje zdziwienie kiedy stwierdził. że takie gąsienice widział przy płocie w środku wsi, w której mieszkał. Niestety jesienią było już za późno by je znaleźć więc poszukiwania musiały poczekać do następnego sezonu. Nie pamiętam już czy było to w czasie roku szkolnego czy już w wakacje ale któregoś dnia jadąc rowerem z Dębołęki do Rudek coś mi mignęło w rowie. Na delikatnej ażurowej roślinie siedziały kilkucentymetrowe robale. Zatrzymałem się i cofnąłem. Kiedy zobaczyłem te jaskrawe niebiesko-metaliczne plamy na przednich segmentach od razu wiedziałem z kim mam do czynienia. Gąsienice wraz z gałązką przytulii czepnej, na której siedziały pojechały ze mną 3 km dalej do swojego nowego domku w słoju po ogórkach. Ciekawe jest to, że przestraszone wciągają głowę w "ramiona" eksponując w ten sposób plamki na pierwszych segmentach za głową imitujące duże oczy, co ma odstraszać atakujące ptaki.
Gąsienica spokojna

I zaniepokojona

Skoro były już pod Dębołęką przypomniałem sobie opowieści kumpla i pojechałem przeszukać Dobrzycę (tą przy trasie Wałcz -Czaplinek w zachodniopomorskim) gdzie mieszkał mój znajomy. Owocem poszukiwań było kilka dodatkowych gąsienic, też z przytulii. Gąsienice mają różne kolory w zależności od wieku, czasu od ostatniej wylinki i formy podstawowej ubarwienia.







 Hodowla udała się ale wszystkie motyle wróciły na wolność bo były zbyt ładne by wylądować w kolekcji, wolałem poczekać aż znajdę jakiegoś martwego.

Mikrokosmos - zawisaki i inne ćmy z mojego ogródka

W czasach gdy chodziłem do szkoły podstawowej moim wielkich hobby było obserwowanie mikroświata w ogrodzie i okolicy domu. Cięgle pamiętam zachwyt i dreszczyk emocji jakie towarzyszyły moim małym - wielkim odkryciom. Szczególne miejsce wśród nich miało odnajdowanie nowych gatunków gąsienic. Po każdym takim odkryciu miały miejsce szeroko zakrojone badania nad ustaleniem warunków hodowli znalezionego okazu i jego przynależności taksonomicznej. Pierwszym etapem była obserwacja zachowania i środowiska w jakim doszło do odkrycia. Jeśli doszło do tego na roślinie sprawa była prosta. Należało pozyskać liście z tejże rośliny i umieścić je razem z pozyskanym okazem w słoiku w podziurkowanym wieczkiem w moim pokoju niedaleko okna i spokojnie przejść do literatury w celu oznaczenia gatunku. Podziwiam teraz moją mamę, która dzielnie znosiła obecność owych słoików z okazami w domu :-) Trudniej było kiedy nowo odkryty okaz spacerował po jezdni lub podwórku. Wtedy trzeba było pobrać liście z wszystkich rosnących nieopodal roślin licząc, że trafi się na odpowiednią i jak najszybciej przejść do oznaczania. Zwykle udawało mi się dopasować odpowiednie menu dla moich okazów ale nie zawsze. Jeśli nie udało mi się oznaczyć gatunku i jego rośliny żywicielskiej a żadna z roślin zebranych w pobliżu miejsca odkrycia nie została nagryziona w ciągu 1-2 dni obiekt wracał do natury. To były trudne chwile kiedy etyka brała górę nad ciekawością. Inaczej sprawy miały się z dorosłymi motylami ale o tym kiedy indziej.
Do dziś uważam, że warto czasem zatrzymać się i spojrzeć z bliska na to co nas otacza. Świat owadów jest tak dziwny i jednocześnie tak bliski i wdzięczny do obserwacji, że szkoda przechodzić obok nie korzystając z wrażeń jakich nam może dostarczyć. W ogrodzie moich rodziców stałymi gośćmi w okresie kwitnienia wiciokrzewu pomorskiego są zawisaki. Przylatuje ich mnóstwo.

 Najczęściej są to: zawisak borowiec (Sphinx pinastri syn. Hyloicus pinastri)

 i zmrocznik gładysz (Deilephila elpenor (L.)).

Niestety z racji pory latania i braku sprzętu nie dysponuję własnymi zdjęciami więc posiłkuję się tu materiałami dostępnymi w internecie. Mam nadzieje, że autorzy nie będą mieli nic przeciwko, a jeśli tak to proszę o informacje, które zdjęcia mam usunąć zanim wpadnie mi na chatę oddział facetów w kominiarkach :-) Wszystkim, którzy uważają, że ćmy są obrzydliwe polecam obejrzenie tych zdjęć, szczególnie gładysza i niedźwiedziówki gosposi może zmienią zdanie:-)

Czasami pojawia się u mnie zawisak tawulec (Sphinx ligustrii (L.))
http://www.lumisfera.pl/photo/996690/Zawisak+Tawulec.html


 i fruczak gołąbek  (Macroglossum stellatarum)


Raz obserwowałem nastrosza lipowca (Dilina (=Mimas) tiliae)


Poza zawisakami odwiedzającymi latem wiciokrzewy w ogrodzie często przy koszeniu trawnika swoją obecność ujawniają rolnice tasiemki (Noctua pronuba)


a czasem przy pieleniu rabat znajduję gąsienice niedzwiedziówki gosposi (Arctia caja)



napójki łąkówki (Euthrix potatoria) goście z pobliskiej łąki


czy trociniarki czerwicy (Cossus cossus) goście z pobliskiej połamanej wierzby.


Dla tych, których temat zainteresował w następnym poście umieszczę zestawienia dorosłych motyli i ich gąsienic, oraz opiszę jak mniej więcej się poznaliśmy.

środa, 29 lutego 2012

Pobudka !!! I do ogródka :-)


Dziś dostałem informacje, że żurawie już doleciały do Polski :-) Do Dnia Kobiet ma nie być mrozów a jedynie przymrozki. Moja mammilaria (podobna do tej na zdięciu) na parapecie wytworzyła pąki kwiatowe. Jednym zdaniem wszystkie znaki na niebie i ziemi przypominają, że idzie wiosna.

 Pamiętajmy więc o zdjęciu włóknin z zimozielonych roślin by grzyby nie zainteresowały się nimi przed nami i  rozgarnięciu kopczyków pod różami i budlejami.
Pora też na naostrzenie sekatorów przed wiosennym cięciem jabłoni, dereni, irg, pigwowców, ketmii itp.itd.

A kto jeszcze nie pobielił drzew w sadzie ten już się nie musi obawiać że pojawią się pęknięcia mrozowe, aczkolwiek warto pobielić je dla odkażenia kory i spowolnienia ruszania soków co może zwiększyć odporność na przymrozki.

Przy ładniejszej pogodzie możemy też wykonać opryski miedzianem na zimujące na korze zarodniki mączniaków i kędzierzowatość liści brzoskwini.


wtorek, 24 stycznia 2012

Ogrody japońskie cz.1 - historia

Moda na ogrody japońskie w Polsce wciąż trwa. Niestety ciągle niewiele można znaleźć informacji o tym jak takie ogrody projektować. Szukając literatury na ten temat ciągle czuje niedosyt. Wszędzie można natknąć się na pobieżne informacje, które najczęściej odstraszają od prób podjęcia się tego tematu. Każdy artykuł o ogrodach japońskich wspomina, że elementy ogrodu posiadają ogromne znaczenie symboliczne ale przykładów takiego znaczenia, nie wspominając o jakiejś liście czy wyborze najbardziej charakterystycznych prawie nikt nie podaje. Natknąłem się też na informacje, że sposób układania kamieni jest określony siedemnastoma nakazami i zakazami ale dalej podano tylko kilka z nich. Dlaczego nie wszystkie? Ważne są kierunki świata, zasady Feng Shui, kierunek przepływu wody, dobór gatunków itp. itd. Niestety nie wiadomo zwykle dlaczego coś jest ważne. Postanowiłem więc podjąć próbę usystematyzowania owej zawartej w dostępnych publikacjach wiedzy, zgłębienia jej tajników i udostępnienia ich na łamach tego bloga.



Zanim zaczniemy projektowanie powinniśmy poznać z grubsza historię ogrodów japońskich i wyodrębniania się poszczególnych styli. Kiedyś przeczytałem że jest ich kilkanaście ale autor nie miał głowy by je wymienić. Niestety udało mi się odnaleźć trochę mniej ale po kolei. Style pojawiały się stopniowo w poszczególnych okresach historii Japonii.

ASUKA (538 - 710 r.n.e) - pierwsze wzmianki  o powstawaniu ogrodów w Japoni. Koreański imigrant buduje ogród dla japońskiej władczyni Suiko. W ogrodzie znajdowały się sztuczne góry i mostek (skoro mostek to prawdopodobnie i staw z wyspą lub strumień). Przez Koreę przenikały wpływy Chińskie ale były adaptowane do miejscowych warunków,. Niestety nigdzie nie znalazłem informacji o tym jakie to były wpływy i na czym polegały owe adaptacje. Jeśli ktoś wie to proszę o kontakt w celu uzupełnienia.

NARA (710 - 794) - Dalsze przenikanie wpływów Chińskich. Rozwój ogrodów przy posiadłościach magnackich. Ponieważ w Japoni od zawsze widziano nierozerwalny związek między wnętrzem mieszkania i ogrodem, a idea ogrodu tylko do oglądania pojawiła się nieco później można wnioskować, że były to ogrody okalające rezydencje i miały charakter krajobrazowy (spacerowy).  W okresie tym wzrosło też znaczenie buddyzmu, który w 685 r. został uznany za religię panującą co poskutkowało rozwojem ogrodów przyklasztornych. Ogrody te miały pomagać w krzewieniu nowej religii więc tworzywo niematerialne ukazywało myśli pomagające zrozumieć założenia buddyzmu. Przede wszystkim to że człowiek jest częścią natury a nie jej panem. Dlatego inspiracji szukano w naturalnych, niezmienionych ręką ludzką krajobrazach. Starano się uczyć piękna od natury a nie podporządkowywać ją sobie (teoretycznie - bo choć wzorce brano z natury to sposoby uprawy jak np. formowanie drzew by nadać pożądany kształt trochę się gryzą z tą filozofią, przecież cięcie to narzucanie naturze swojej woli).

HEIAN (794 - 1185) - UWAGA - pierwszy japoński styl ogrodowy shindenzukuri. W końcu to co powstawało w poprzednich okresach wyklarowało się na tyle by zyskać własną nazwę. Shindenzukuri to świeckie ogrody stanowiące jedność z budynkiem mieszkalnym (coś jak zespół pałacowo - parkowy w Europie, tylko pałac był bardziej przewiewny a park mniej formalny - właściwie w ogóle nie formalny). W ogrodzie zaistniały pewne standardy - na środku pojawił się staw, od południa pagórki, w ogrodzie płynęły strumienie, na stawie pojawiły się wyspy czyli bez mostków obejść się nie mogło. Takie ukształtowanie pokazuje też dlaczego japoński mostek jest tak częstym i charakterystycznym elementem. Odnośnie mostku to jego łukowate wygięcie ma ponoć związek z tym, że złe duchy i negatywna energia według Feng Shui poruszają się po liniach prostych (ciekawe jak Japończycy wchodzili do gaju bambusowego??? Chyba tylko jak porządnie wiało bo wtedy pnie bambusów były wygięte :-). W stylu tym ogrody miały charakter widokowy. Poszczególne widoki oglądano z wnętrza domu, z wysp na stawie lub z łódek czyli zaczęto wyznaczać miejsce dla obserwatora, z którego powinno się oglądać ogród.



W okresie Heian w świątyniach buddyjskich pojawiły się ogródki tsuboniwa zajmujące małe przestrzenie pomiędzy budynkami.



Przy klasztorach organizowano też ogrody przedstawiające buddyjski raj (takie wirydaże ale nie kwadratowe i bez formowanych żywopłotów). Stałym elementem takiego ogrodu był staw z lotosami - lotos jest świętą rośliną buddyzmu, jako wyrastający z błota i mułu ku słońcu i rozwijający się w doskonały kwiat symbolizuje drogę człowieka do oświecenia. Drugim elementem w tych "rajskich" ogrodach były mostki symbolizujące przejście ze świata doczesnego do Czystej Ziemi.


KAMAKURA (1185 - 1333) i MUROMACHI (1333 - 1573) - W tym okresie pod wpływem buddyzmu ZEN forma ogrodów została uproszczona przy jednoczesnym zwiękrzeniu nacisku na symbolizm i prostotę kompozycji. Ogrody miały sprzyjać kontemplacji wiec pozbywano się ozdobnych szczegółów jako elementów rozpraszających umysł. W tym czasie główną rolę w ogrodach przejęły kamienie i woda a rośliny ograniczono do drzew i krzewów zimozielonych. Gatunki kwitnące i przebarwiające się na jesieni wycofywano. Ogrody miały formę prawie niezmienną przez cały rok. Symbolizm i miniaturyzacja krajobrazu objawiały się tym, że drzewo przycięte w monolityczną bryłę miało imitować górę porośniętą lasem, struga żwiru imitowała strumień, a rząd kamieni masyw górski. Kamień na żwirze mógł być wyspą na oceanie, wierzchołkiem drzewa we mgle lub myślą ludzką w spokojnym umyśle. Wtedy też powstał styl karesansui znany u na s ako ogrody zen. Jest to ogród do oglądania i kontemplacji z jednej strony ze specjalnej werandy. Otacza go mur lub żywopłot. Elementami s ą skały, żwir i rośliny, nie występuje tu woda zastąpił ją jasny żwir. 






Jeżeli z ogrodów karesansui wyjmiemy jeszcze rośliny otrzymamy inny styl - sekitei.


Obok ogrodów zenistycznych w okresie tym nadal rozwijały się style ogrodów widokowych, które służyły medytacji poprzez podziwianie piękna naturalnych form. Takie ogrody otaczające zabudowania miały wyznaczone ścieżki spacerowe, była w nich woda i rośliny kwitnące. Te ogrody krajobrazowe kładące nacisk na piękno przyrody przedstawiały styl sansui-teien.
Żeby nie było za łatwo wyróżnia się dwa rodzaje takich ogrodów: tsukijama-sansui - zawierający krajobraz gór lub wybrzeża (wzgórza, stawy, wyspy)



 oraz hira-niwa - będący krajobrazem płaskim i bez wody (kamienie, drzewa, krzewy).



MOMOYAMA (1573 - 1603) - okres ten to przede wszystkim rozwój ogrodów herbacianych, których początki sięgają okresu muromachi. Ceremonia picia herbaty była propagowana przez mnichów Zen i rozszerzała się dzięki nim po całej Japonii. Picie tego napoju miało pomóc uczestnikom rytuału w przygotowaniu się do medytacji.



Ceremonia dotarła również poza mury klasztorów i przeniknęło na dwory wyższych warstw społecznych. Wymogi ceremoniału picia herbaty sprawiły, że wyłonił się kolejny styl ogrodu specjalnie do niego przystosowany i zawierający pewne stałe elementy wynikające z przebiegu całej ceremoni. Ogrody herbaciane zawierały kilka niezbędnych elementów kompozycji przestrzennej, z których każdy miał określone wyposażenie. Ogród składał się z dwóch części, zewnętrznej i wewnętrznej. Część zewnętrzna znajdowała się w pobliżu wejścia frontowego. W części tej niezbędne było miejsce, w którym zaproszeni goście mogli oczekiwać na gospodarza, dlatego często budowano tam pawilony wypoczynkowe.



Przy takim pawilonie znajdował się kamienny basenik do obmycia rąk oraz kamienna latarnia.




 Do części wewnętrznej prowadziła ścieżka otoczona kompozycjami, których podziwianie miało przysposabiać gości do ceremoni i wprowadzać w nastrój sprzyjający medytacji. Ścieżka prowadziła zwykle przez mostek lub bramę. Pamiętając kształty i znaczenie mostków i bram chroniących przed przenikaniem negatywnej energii mamy tu silny akcent na wejście w inny świat, część wewnętrzna dzięki takiemu przejściu stawała się w umysłach uczestników bezpieczną ostoja. Uczestnicy razem wkraczali do miejsca gdzie stawali się sobie równi, co w silnie zhierarchizowanym społeczeństwie ówczesnej Japonii, poza tą częścią ogrodu, było nie do pomyślenia. To dlatego zaproszenie do ceremonii traktowano jako wielki zaszczyt.



 W części wewnętrznej znajdował się pawilon herbaciany, przed którym ustawiano kolejny kamienny basen z wodą (tym razem do płukania ust), w pobliżu wejścia do pawilonu umiejscowione były specjalne kamienne schodki na których składano broń, gdyż do pawilonu nie można było jej wnosić. Ten wymóg również podkreślał równość uczestników i nastrój ceremonii.



W części tej znajdował się również pojemnik na piasek wymiatany z pawilonu po zakończeniu rytuału.Wokół pawilonu umieszczano kompozycje z roślin i kamieni oraz kamiennych latarni do podziwiania z wnętrza, co miało również poprawiać nastrój uczestników i stymulować rozwój duchowy poprzez kontemplację.





EDO (1603 - 1868) - Okres ten przyniósł przede wszystkim rozwój dużych założeń towarzyszących rezydencjom magnackim, pałacom i świątyniom. Najbardziej charakterystyczną cechą ówczesnych ogrodów była ich wielkość. Ogrody składały się z części i mogły zawierać różne style. Często elementem składowym był ogród herbaciany lub karesansui. Wątkiem łączącym wszystkie części ogrodu mogły być formowane wzgórza lub staw o nieregularnym kształcie i bogatej linii brzegowej. Pojawiły się również nowe typy ogrodów jak ogród wodny - sentei (o których będę musiał poszukać jeszcze informacji) czy ogrody literackie - bunjin - zukuri  - ogrody inspirowane dziełami literatury i malarstwa, charakterystyczne było dla nich eksponowanie drzew o powyginanych pniach i obumarłych konarach ukazujących niszczycielskie działanie sił przyrody oraz kompozycje ze skał o dramatycznych kształtach i dynamicznym nastroju.







MEIJI (1868 - 1912) , TAISHO (1912 - 1926) , SHOWA (1926 - 1989) , HEISEI (1989 - obecnie) - W początkach okresu Meiji nastąpił lekki zwrot w stronę wzorców europejskich ale szybko powrócono do tradycyjnych rozwiązań. Ogrody zaczęły być zakładane przy nowoczesnej architekturze i z zastosowaniem nowych materiałów jednak ich forma wciąż przypomina tradycyjne ogrody spacerowe. 





czwartek, 8 grudnia 2011

Poznańska zieleń przed zimą.


Po raz kolejny Poznań zaskoczył mnie pozytywnie jakością inwestycji związanej z zielenią w mieście. Dotąd zdarzyło się to tylko kilka razy. Po raz pierwszy gdy zobaczyłem kilka lat temu obsadzenia na Rondzie Śródka, zastosowanie irgi płożącej zamiast trawnika, kompozycja z berberysów, kosodrzewiny i jałowca płożącego - to było coś jak na tamte czasy.
Drugie zaskoczenie to modelowe założenie zieleni na ulicy Solnej i trawniki na torach tramwajowych - cudo, od razu w wyobraźni ożywa idea miasta-ogrodu gdzie technika współgra z naturą.
 Potem był skwer im. prof. Zakrzewskiego przy strzeleckiej, nowe założenia przy dworcu pks itp. itd.
Ostatnio jednak miasto pokazało, że nie tylko potrafi wybrać projekty ciekawie aranżujące przestrzeń miejską, nie tylko nie boi się wprowadzania coraz ciekawszych gatunków i odmian ale jeszcze potrafi zadbać o odpowiednią pielęgnację obsadzonego materiału.
Oto obrazki jakie w tym roku często można spotkać na mieście.

Płotki okalające co cenniejsze nasadzenia od strony jezdni zabezpieczające przed nachlapywaniem brei z soli i śniegu na rośliny pojawiły się w tym roku w wyjątkowej obfitości. Chronią rośliny przed nadmiernym zasoleniem gleby a przy okazji stanowią przeszkodę dla wiatru, który jest zimą dla roślin bardziej niebezpieczny niż sam mróz. Konstrukcje wyglądają całkiem przyzwoicie. Słomiana mata jest przyjazna dla oka a podkładka z folii nie przepuści solanki anie wiatru. Ciekaw jestem jak te cudeńka będą wyglądać wiosną. Czy uda się je wykorzystać w następnym sezonie zimowym czy sól i wilgoć zrobią swoje i za rok bez nowych się nie obejdzie. Jak by nie było szkoda tylko, że nie wystarczyło płotków do osłony wszystkich rabat przy jezdniach.

Płotki to nie jedyny sposób w jaki poznańska zieleń została w tym roku zabezpieczona przed zimą. Drzewa z najnowszych nasadzeń, na przetrwanie swojej pierwszej zimy w mieście dostały stylową odzież na modłę skandynawską (czyli w bieli :-). Osłony na pnie co prawda nie wyglądają już tak naturalnie jak w/w płotki ale i tak jestem zachwycony, że pomyślano o takich zabezpieczeniach.


Teraz zima już poznańskim roślinom nie straszna. Pytanie tylko czy w tym roku w ogóle zamierza do nas przyjść???

czwartek, 1 grudnia 2011

Zieleń przykościelna - przykład I

Od lata tego roku nie daje mi spokoju sprawa doboru gatunków jakimi obsadzono w Poznaniu kościół pw. Maryi Królowej na Wildzie. Szczególnie rażą mnie najświeższe dosadzenia: surmie i miłorząb. Sprawa "gniotła" mnie na tyle, że postanowiłem ją tu opisać i wtedy okazało się, że wcześniejsze nasadzenia są dobrane z zadziwiającym wyczuciem i poszanowaniem tradycji, ale może po kolei...




Oto w/w kościółek.
Krótka historia: Wybudowany w 1907 dla niemieckiej ewangelickiej wspólnoty pw. św. Mateusza. W lutym 1945 r. kościół przejęli Polscy katolicy, traktując go jako rekompensatę za zniszczenie przez Niemców w 1939 r. rozpoczynającej się nieopodal budowy kościoła.  Od 1 sierpnia 1993 roku przy kościele utworzono samodzielną parafię.



Od strony ulicy Górna Wilda umieszczono przy kościele kompozycję, której głównym elementem jest jabłoń ozdobna podsadzona jałowcem sabińskim, kompozycję uzupełnia żywotnik zachodni, dereń biały o dwubarwnych liściach i pięknie wybarwiającej się korze, która na tle zieleni jałowców stanowi istotny aspekt dekoracujny zimą oraz ogniki. Mamy więc tu pięć elementów kompozycji, które zapewniają jej atrakcyjny wygląd przez cały rok.

Wiosna: kwitnąca jabłoń o czerwono wybarwionych młodych liościach, kremowo-białe baldachy kwiatów ognika i derenia, wszystko podkreślone zielenią płożącego jałowca.

Lato: podkreślona dwubarwnymi liśćmi dereni zieleń jałowców, ogników i żywotnika jest oprawą dla czerwono nabiegłych liści jabłoni.

Jesień: owoce ogników wybarwiają na jaskrawy, żółty kolor, jabłoń po opadnięciu liści ukazuje czerwone drobne jabłuszka, liście dereni przyjmują barwy od żółtej przez pomarańcz do czerwieni a opadając ukazują czerwone gałązki, dodatkowy aspekt stanowią niebieskie szyszkojagody jałowca i białe owoce dereni.

Zima: czerwień pędów derenia kontrastuje z zielenią jałowców.

Jak dla mnie majstersztyk a to dopiero warstwa wizualna. Przejdźmy teraz do tego co w przypadku zieleni przykościelnej najważniejsze - znaczenia symboliczne.



Krzewy i drzewa liściaste- budząc się do życia w okresie wielkanocnym przypominają o zmartwychwstaniu.

 Jabłoń- pierwsze i najbardziej oczywiste skojarzenie to malowidła, na których w europie była przedstawiana jabłoń jako drzewo poznania dobra i zła, drzewo z którego owoc Ewa podała Adamowi przypominające o niedoskonałości człowieka ale jabłoń z racji swej formy może również symbolizować drzewo życia, rosnące po środku Edenu a i tu znajdujące się po środku kompozycji. Oba te skojarzenia odnoszą się do Raju przypominając o wyjątkowości terenu wokół świątyni. W końcu jabłoń rodzi jadalne owoce, niosąc ze sobą całą symbolikę jaką w wierze chrześcijańskiej one posiadją: owoce Ducha Świętego, owoce pracy ludzkiej, potomstwo a także znak demaskujący fałszywych proroków:
"Miejcie się na baczności przed fałszywymi prorokami. Oni przychodzą do was w przebraniu owczym, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z cierni lub figi z ostów." (Mt: 7,15-20)

Ognik- ciernisty krzew pokrywający się jaskrawymi owocami, czyż nie przywodzi na myśl korony cierniowej i męki Jezusa? Owoce natomiast przypominają, że męka ta nie poszła na marne i przyniosła nam także owoce - odkupienie grzechów.

Jałowce i Żywotnik- jako rośliny zimozielone uznać je można za symbole życia wiecznego.

Dereń biały - jako gatunek nie posiada znaczenia symbolicznego ale jako krzew liściasty budzi się do życia na wiosnę, owocuje a w czasie świąt Bożego Narodzenia jego gałązki są intensywnie czerwone.

Z lewej strony wejścia do kościoła znajduje się jeszcze jedna godna uwagi kompozycja: brzoza porośnięta bluszczem, widok żadki ale jakże pasujący do miejsca w którym możemy go oglądać.



Strona wizualna to ciemnozielone liście bluszczu pięknie kontrastujące z białą korą oraz przebarwiającymi się jesienią na żółto liśćmi brzozy.

Strona symboliczna: Brzoza o płaczącym pokroju i siwej korze w poezji polskiej często była analogią matki opakującej synów pochłoniętych przez wojny, ale kiedy dodamy do tego bluszcz, który w  chrześcijaństwie jako zimozielony symbolizuje nieśmiertelność lub życie wieczne, wyłania nam się obraz silnego symbolu maryjnego. Oto brzoza niczym Maryja opłakująca swego syna daje podporę temu, który pokonał śmierć i dzięki niej wzrasta ku niebu. Coś takiego w Polsce poświęconej Maryji - aż dziw, że takie zestawianie nie znajduje się przed każdym kościołem :-)

Niestety nie mam pojącia czy to geniusz projektanta, który po mistrzowsku połączył efekt wizualny z wymiarem duchowym założenia czy tylko moja nadinterpetacja :-) Może chodziło tylko o to, by było ładnie i swojsko - nieważne. Najgorsze jest to, że ostatnio kompozycję wzbogacono surmiami i miłorzębem. Skąd taki dobór gatunków?! Dlaczego surmia, czy jak kto woli catalpa? Dlaczego nie klon zwyczajny "Globosum"? Efekt prawie identyczny a klon to gatunek rodzimy, zakorzeniony w naszym krajobrazie, nawiązuje do tradycji, która od wieków powiązana jest z chrześcijaństwem, no i idealnie dostosowany do naszego klimatu.
I w końcu...DLACZEGO MIŁORZĄB??? Nie dość że nie nasz, to jeszcze tradycyjnie sadzony od wieków przy świątyniach i klasztorach buddyjskich. Znany w azji jako drzewo dziadka i wnuka (późne wchodzenie w okres owocowania - jak dziadek posadzi drzewo to dopiero wnuki będą z niego jadły owoce). Święte drzewo innej religii z dalekiej Azji ląduje sobie w Poznaniu przy ponad stuletnim kościele w środku tak znakomicie ułożonej kompozycji. Dlaczego???...